8. Poznań Półmaraton – czyli dlaczego warto słuchać żony…

zona google
Poznań półmaraton za nami; było mi dane wystartować. Był to mój debiut na dystansie półmaratonu, więc byłem w komfortowej sytuacji – wiedziałem, że będzie życiówka 😉 Oczywiście miałem pewne założenia. Zgodnie z moimi celami rocznymi miałem złamać 1:45. Na przełomie lutego/marca zacząłem pierwsze nieśmiałe treningi tempowe (wcześniej była tylko baza) i okazało się, że 1:40 jest bardzo realne – z takim planem więc przystępowałem do biegu. Z drugiej strony, jak wiecie, ostatnie tygodnie nie były zbyt szczęśliwe, jeśli chodzi o przygotowania, więc cel ten można by określić jako „ambitny, ale wykonalny”, jeśli trafię z formą w dniu startowym.

Niedzielny poranek przywitał mnie kawą z ciastem bananowym podanym do łóżka. Szkoda, że takie traktowanie mam tylko w dni startowe – trzeba będzie nad tym popracować 😉 Do tego żona zrobiła mi napój z ziarenek chia. Po wstaniu była jeszcze miska „owsianki mocy” – opatentowana przez żonę owsianka z masłem orzechowym (samodzielnie kręconym), syropem daktylowym i innymi dodatkami.

Ostatnie dwie noce przed zawodami przespałem jak dziecko (co ostatnio mi się rzadko zdarza), więc było naprawdę dobrze. Przyznam jednak, że stres mnie rozsadzał od środka – dawno zapomniane uczucie, ale ostatnio dostałem trochę wiadomości od znajomych i osób śledzących blog, co spowodowało że dziwnie zacząłem się stresować wynikiem… Wiecie byłaby niezła wtopa jakbym np. nie ukończył albo zrobił czas powyżej 1:50 po tych wszystkich treningach 😉

Na start dotarłem wraz Gosią, Olą i Patrykiem (sąsiadem, który również startował) około godzinę przed startem. Jakoś tak się wszystko poukładało, że nawet nie zrobiłem porządnej rozgrzewki (3 wizyty w toalecie i takie tam ;-)).

Wreszcie dylemat gdzie się ustawić – żona mówiła, żebym szedł do przodu, jednak ostatecznie wybrałem miejsce między strefą A (poniżej 1:40) i strefą B (powyżej 1:40) – czyli teoretycznie idealne, aby biec zgodnie z moim planem – od początku w granicach 4:45 (pomijając pierwszy kilometr gdzie trudno jest utrzymać tempo). W tym przekonaniu utwierdził mnie admin facebookowej strony półmaratonu, który napisał że tam powinny być baloniki na 1:40 i na pewno ich nie przegapię… Cóż baloników nie było w zasięgu wzroku, a że ludzi było już sporo to baloników nie znalazłem. No cóż zdarza się.

Po krótkiej grupowej rozgrzewce wystartowaliśmy. Pokonanie drogi do linii startu zajęło mi blisko 3 minuty. Tłok nieziemski – do tej pory startowałem w biegach z około tysiącem zawodników – tu było ich 8 razy więcej. Czas netto pierwszego kilometra blisko 7 minut… Drugi kilometr prawie 6 minut. Ciągle wyprzedzam, ale plan już się sypie – nie ma jak skutecznie wyprzedzać bo ludzie są wszędzie. Na 3 km robi się trochę luźniej – ale na wysokości szpitala skręcamy w znacznie węższą uliczkę i znów wszystko staje w miejscu. Kulminacja na kładce przed Orła Białego – pierwszy podbieg i ludzie strasznie zwalniają, a mostek jest bardzo wąski.

Po 5km mimo ciągłego wyprzedzania, biegania obok drogi itp. mam prawie 4 minut straty w stosunku do założeń… Mój czas 1:40 już jest praktycznie niewykonalny. Dalsze 5km jest już lepsze – przeciskając się między zawodnikami udaje mi się utrzymać tempo 4:40-5:00.

I tu moje pytanie – po co ustawiają się w strefie A osoby, które nie są w stanie utrzymać tempa nawet w okolicach 5:00? Przecież każdy deklarował tempo z jakim pobiegnie i wg. tego organizator przydzielał do stref? Przede mną nie powinno być nikogo biegającego wolniej ode mnie, a co chwila wyprzedzam jakąś osobę z potężną nadwagą, która po 5km ze średnim tempem 6:00 sapie jak lokomotywa… Masakra.

Najbardziej wyprowadzają mnie z równowagi na trasie panie z popularnych ostatnio towarzyskich klubów biegowych, które ustawiły się w strefie A i biegną ŁAWĄ po całej szerokości drogi w tempie 5:30-6:00…

Szarpanie, ciągłe wymijanie, zmiany tempa kosztują sporo sił, ale zegarek pokazuje marne rezultaty. Po 10km mam około 4-5minut straty. Wybiegamy wreszcie na szersze ulice, momentalnie robi się luźniej, ale wiem już, że tej straty nie odrobię. Postanowiłem przez następne 2km złapać rytm biegu (ciągle jeszcze jest trochę ludzi ale daje już się w miarę swobodnie wyprzedzać), a od 12km zaatakować i odrobić przynajmniej z 2-3 minuty. Czuję się bardzo dobrze – wiem, że stać mnie na 9-10km szybkiego biegu.

Od 12km zaczynam atakować – wyprzedzam ludzi jak tyczki, no w zasadzie nie jak tyczki, bo już robi się „szybki pas” po lewej stronie i można biec prawie prosto bez ciągłych mijanek. Choć znów TU NIE POWINNO BYĆ TYLU LUDZI BIEGAJĄCYCH WOLNIEJ ODE MNIE. Zegarek pokazuje tempa znacznie szybsze od planowanych, ale czuję się świetnie, w końcu przestaje na niego patrzeć i biegnę na samopoczucie. Czasu też nie kontroluję, bo wiem że 1:40 jest poza zasięgiem, a jaka różnica czy będzie 1:41 czy 1:43. Aby złamać 1:40 musiałbym przebiec praktycznie całą drugą połówkę półmaratonu powyżej progu mleczanowego.

Najdziwniejsze jest super uczucie, że kontroluję tempo – tego brakowało mi w poprzednim sezonie na biegach na 10km – tutaj całą końcówkę biegnę „na gazie”, nie czuję zmęczenia, choć pewnie jestem na tej cienkiej czerwonej linii, której przekroczenie kończy się odcięciem paliwa. Czuję rytm i siłę w nogach do samego końca.

Na dwa kilometry przed metą okazuje się, że jest szansa na 1:40 – muszę odrobić niecałe 40 sekund. Daje z siebie coraz więcej, ale próbuję nie przeszarżować. 40 sekund to jednak bardzo dużo, gdy biegnie się w okolicach progu mleczanowego. Niestety ostatni kilometr trasy to ciągłe zmiany nachylenia – raz pod górkę raz z górki – trudno w takim terenie urywać sekundy, bo gubi się rytm, a mi ciągle brakuje jakichś 20 sekund.

Ostatnie 300m do mety – muszę zwolnić – umówiłem się z żoną, że przekażę mi Olę. Tłum po obu stronach trasy – nigdzie ich nie widzę. Wreszcie zbieg do mety – zbieg ze stromej górki – kto ją tu postawił? Zbieg na finiszu bardzo boli – łatwo o kontuzję. Jeszcze 100-150m do mety, tłum kibiców – przebiegam obok aby wypatrzyć Olę i Gosię, ale trudno wyłowić cokolwiek z tłumu twarzy, nagle słyszę za sobą Marcin Marcin. Gosia wypatrzyła mnie już po tym jak przebiegłem obok nich. Uff udało się – wracam zabieram małą i razem wbiegamy na metę – Ola już całkiem szybko biega jak na 3-latkę 😉 . Czas netto 1:40:25. Super. mała dostaje medal – coś mówi, ale nie słyszę w tym hałasie niczego. Zupełnie nie czuje, że przebiegłem półmaraton. Idziemy szukać lodów, które jej obiecałem, ale ich nie ma ;-( Po godzince nadrabiamy z nawiązką w wesołym miasteczku 😉

Jakie więc wrażenia? Mieszane. Gdyby ktoś powiedział mi, że taki czas będę miał na półmaratonie w grudniu to bym się popukał w czoło. Na początku marca wierzyłem, że dam radę, późniejsze wypadki sprawiły, że już niczego nie byłem pewien. W sobotę brałbym ten wynik w ciemno. Wiedziałem, że zadecyduje forma dnia. Forma dnia była. Czas mnie zadowala, ale wierzę, że wczoraj mogłem spokojnie zrobić 1:38 gdybym się dobrze ustawił (czytaj gdybym posłuchał swojej żony) – niestety zabrakło doświadczenia w masowych biegach. Znajomi, którzy ustawili się bliżej startu mieli znacznie lepsze warunki do biegania (od samego początku utrzymywali tempo poniżej 5 minut), ale dla nich był to już któryś start w takiej imprezie i wiedzieli czego się spodziewać.

Z pozytywów to na pewno strasznie fajnie, że udało się ukończyć bieg z córka – bardzo lubię ten moment. Bardzo podobała mi się również końcówka biegu – zrobiłem nieoficjalną życiówkę na 10km – wg. Endomondo 44:59 😉 Świetne było poczucie kontroli sytuacji – bałem się, że półmaraton będę kończył ledwie powłócząc nogami (tak zdarzało mi się już na biegach na 10km rok wcześniej), ale tym razem miałem już świetne wyczucie swoich możliwości – to dobry prognostyk na przyszłe starty. No nic – forma biegowa już jest – od dzisiaj zaczynam pracę nad rowerem.

PS. Dziękuję wszystkim za kibicowanie i to wirtualne i na trasie. Wiem, że nie wszystkich zauważyłem i nie wszyscy zauważyli mnie, ale dzięki za trzymanie kciuków 😉

 

Comments

  1. Author Image By Hanka

    Odpowiedz

  2. Author Image By Marcin

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *