Jak poruszać się bezpiecznie rowerem po drogach

Rowerzysta z izotonikiem

Lato już w pełni, a wraz z latem na grupach rowerowych/sportowych pojawia się coraz więcej narzekania na auta. Co dziennie ktoś opisuje jak źle traktują go kierowcy, jak to każdy trening to kilka stresujących sytuacji, ciągłe wyprzedzanie na gazetę itd. I za każdym razem wzbiera we mnie zdziwienie… ja takich sytuacji prawie nie miewam. Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy w mojej okolicy są jacyś inni kierowcy, czy może jednak problem leży w nas, rowerzystach. Im więcej zachowań rowerzystów obserwuję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jednak to nasze zachowanie jest problemem.

Od razu uprzedzam – nie chodzi mi tu o pisaniu o pewnym odsetku rowerzystów, którzy zachowują się jak kamikadze… To jest osobny temat. Chodzi mi o zdecydowaną większość rowerzystów, którzy nie potrafią się, przynajmniej moim zdaniem, poprawnie zachować na drodze. A co znaczy poprawnie – już opisuję kilka kluczowych spraw.

Jazda przy krawędzi to jazda na krawędzi

Nagminnie widzę ludzi poruszających się przy krawędzi jezdni. Gdy pytam dlaczego tak jadą to albo nie wiedzą, albo mówią, że przepisy tak każą, albo nie chcą blokować przejazdu samochodom.

Zacznijmy od przepisów – te są jasne – każdy pojazd powinien poruszać się możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Jest to przepis, który obowiązuje wszystkich uczestników ruchu, nie tylko rowery. I tu zaczyna się cała historia – rowerzyści nagminnie interpretują to jak nakaz jazdy przy krawędzi jezdni, a nie taka jest intencja tego przepisu. Chodzi w nim o to, aby nie utrudniać wyprzedzania innym uczestnikom ruchu. Odległość jaką powinniśmy zachować od prawej krawędzi powinna być przede wszystkim bezpieczna. Bezpieczna odległość to 60-100cm. Jest to taka odległość, która daje nam pewne pole manewru gdy np. nagle pojawia się wyrwa w asfalcie, albo jakaś dziura. Zachowując taką odległość zawsze mamy możliwość odbicia w prawo, a nie wprost pod koła jadącego auta.

Wydaje Ci się, że to sporo? To popatrz na auta – ich prawe koło zazwyczaj jedzie właśnie w takiej odległości od prawej krawędzi. Jadąc więc w ten sposób zachowujesz się dokładnie tak samo jak inni uczestnicy ruchu. Na zdjęciu obok widać rowerzystę jadącego mniej więcej w miejscu, gdzie normalnie auto miałoby swoje prawe koło i tak mniej więcej staram się jeździć.

Jazda przy krawędzi to ZŁO. Pierwszy powód to wspomniane omijanie przeszkód na drodze – jadąc po prawej musisz za każdym razem zjeżdżać w lewo – czyli wprost pod koła aut. Ale to nie jedyny powód. Jak uczy doświadczenie – jadąc przy krawędzie niejako zapraszasz auta do wyprzedzania „na trzeciego”, co z kolei oznacza że auto wyprzedza Ciebie na gazetę – mało to przyjemne i zdecydowanie niebezpieczne. I nie jest to wina kierowcy – po prostu często tak się układa ruch, że auta jadą w sznurku i wyprzedzają rowerzystę w obrębie pasa – z tyłu nie widać, że jedzie jakiś rowerzysta. Gdy dochodzi do konieczności ominięcia, a z naprzeciwka jedzie inne auto to kierowca ma do wyboru albo ostro hamować albo próbować się zmieścić… Sam miałem już kilka takich sytuacji jako kierowca, gdzie musiałem wyprzedzać rowerzystę niezbyt przepisowo, a wierzcie mi, że jestem na to strasznie wyczulony aby dać rowerzystom odpowiedni zapas miejsca.

A co z blokowaniem aut jeżdżąc w ten sposób? A co ma być – jesteśmy takimi samymi uczestnikami ruchu jak inni. Nawet jeśli jedziesz blisko krawędzi, auto nie może Cię zgodnie z przepisami wyprzedzić w obrębie pasa bo nie zachowa przepisowej odległości – ergo jeśli chce wyprzedzić Cię przepisowo to musi zaczekać aż z przeciwnej strony będzie pusto. Tak więc blokujesz tym sposobem tylko kierowców spod znaku BMW/Audi. Jadąc w ten sposób jesteś znacznie bezpieczniejszy – kierowcy, którzy Cię wyprzedzają muszą wykonać zdecydowany manewr, który jest widoczny z aut jadących za nimi – nikt więc na Ciebie na najedzie.

Jeśli jeździsz przy krawędzi – uwierz mi, jazda te ~60-80cm od krawędzi odmieni Twoje doznania. Nagle kierowcy zaczną Cie zauważać na drodze. I jeszcze raz – jest to zgodne z przepisami i sami policjanci zalecają taką jazdę.

//edit po małej dyskusji jaka się wywiązała na temat odległości od krawędzi pasa na Facebooku, trochę temat postanowiłem rozwinąć. Ile cm to jest ok? Wg mnie wszystko zależy od warunków na drodze, jakości asfaltu itp. Jeśli asfalt jest dobrej jakości, droga lokalna i wąska o małym natężeniu, to nawet i 50cm będzie ok. Mamy wtedy dość prosty tor jazdy, nie omijamy przeszkód itd. Gdy droga jest złej jakości automatycznie warto trochę odjechać od krawędzi, by mieć więcej miejsca na manewry. Często gdy na drodze są studzienki kanalizacyjne jeżdżę wręcz „zygzakiem” tj. 60-80cm od krawędzi, a zbliżając się do studzienki odjeżdżam powoli na 100-120cm (z naciskiem na powoli i przewidywalnie, a nie nagły skręt 5m przed studzienką). Mam też na swojej „codziennej” trasie do pracy kawałek drogi, gdzie 1/3 pasa nie nadaje się do jazdy szosą. Droga jest mało uczęszczana, więc na tym odcinku zupełnie bez krępacji jadę nawet ponad 100cm od krawędzi.

Tak więc ogólnie trzeba wyczuć ile będzie ok. Taką „rule of thumb” jaką stosuję, gdy warunki nie są nadzwyczajne (jak wyżej wspomniana droga nie nadająca się do jazdy) to po prostu, jadę mniej więcej w miejscu, gdzie auta mają swoje prawe koło. W większości przypadków jest to taka naturalna odległość od pobocza, gdzie asfalt jest już pozbawiony dziur i można zachować w miarę bezpiecznie prosty tor jazdy. Zazwyczaj jest to właśnie te 60-80cm od krawędzi jezdni. Czyli innymi słowy jadę w takiej odległości od krawędzi jak inni uczestnicy ruchu. Jest to ta cienka granica, gdy jeszcze przyblokujemy bardziej krewkich kierowców, wyprzedzających na trzeciego, ale jednocześnie na tyle blisko do krawędzi, że nikt nie trąbi.

Bądź przewidywalny

Kolejny błąd – poniekąd wynikający z poprzedniego i chęci „nie blokowania” ruchu to brak przewidywalności w manewrach. Artykuł ten powstał właśnie dlatego, że kilka dni temu prawe zderzyłem się z rowerzystą. Jechałem w sznurku aut – przed nami był rowerzysta jadący przy krawędzi, który musiał skręcić w lewo. Auta przede mną wyprzedzały go w obrębie pasa, a pech chciał, że akurat gdy przyszła moja kolej i go zobaczyłem, to już był na środku pasa robiąc „szybki manewr skrętu w lewo”.

Na szczęście skończyło się na trochę mocniejszym hamowaniu i bluzgach pod nosem. Wszystko rozgrywało się na prędkościach ~40km/h więc można było skutecznie zareagować. Niemniej pewnie będzie to kolejny przypadek Pana, którego „omal nie potrącił zły kierowca” – co z tego, że kierowca nie miał szans zobaczyć pechowca, ani „wyczuć” jego obecności z zachowań innych kierowców, a sam pechowiec przed maską postanowił nagle przejechać z prawej krawędzi jezdni na lewą nie patrząc nawet czy ma miejsce na taki manewr.

W takich sytuacjach po pierwsze – jak wyżej nie jeźdźcie przy krawędzi jezdni, a po drugie rozpoczynajcie manewry znacznie wcześniej. Jeśli za 100-200m macie skręt w lewo to w zależności od sytuacji na drodze zacznijcie ten manewr odpowiednio wcześnie. To, że zablokujecie kilka aut na kilka sekund to nie kłopot-  auto skręcające w lewo też blokuje ruch. Podobnie na skrzyżowaniach – jeśli zamierzacie jechać prosto lub skręcać w lewo to ustawcie się na światłach odpowiednio, a nie rozpoczynajcie manewr lewoskrętu z prawej części pasa! W ten sposób sami prosicie się o otrąbienie lub wypadek. Po nowelizacji przepisów macie do takich zachowań pełne prawo, bo nagminnym było, że kierowcy skręcający w prawo potrącali rowerzystów usiłujących jechać prosto. Odruchowo każdy pojazd stojący na skrzyżowaniu po prawej stronie jest traktowany jako skręcający w prawo… Wszelkie nagłe zmiany kierunku ruchu to proszenie się o tragedię.

Tak więc jeszcze raz – starajcie się być maksymalnie przewidywalni. Sygnalizujcie zmiany kierunku, lewoskręty zaczynajcie odpowiednio wcześnie zjeżdżając do lewej krawędzi itp – czyli róbcie dokładnie to co auta.

Oświetlenie

Życie nauczyło mnie, że zwłaszcza tylne oświetlenie warto mięć włączone cały czas, nawet gdy słońce świeci tak mocno, że światełka nie widać. Przykład z życia – mój dojazd do pracy zawiera odcinek zupełnie odsłonięty, który nagle, za zakrętem, przechodzi w gęsto zarośniętą alejkę. W słoneczne dni wjechanie w tą alejkę powoduje, że przez dobre kilka sekund, zanim oko się nie przyzwyczai,  trudno namierzyć rowerzystę ubranego w ciemne barwy. Ja tą drogą jeżdżę codziennie i jestem na to wyczulony, ale jest to miejsce gdzie łatwo o wypadek. Włączone światełko pozwala znacznie łatwiej zobaczyć delikwenta w takich warunkach.

Inny przykład – rok temu jechałem trasą, gdzie nagle trzeba było przejechać przez tunel około 100m – droga ze sporym natężeniem ruchu. Zupełnie nie skojarzyłem tego faktu i jak już wjechałem (bez oświetlenia) i zorientowałem się, że jest ciemno, a ja nie mam lampek… to był chyba mój najlepszy bike split na 100m 😉

Tak więc przynajmniej tylne oświetlenie włączajcie ZAWSZE.

Przewidujcie

Ja wiem trening i te sprawy, ale jednak… trochę zdrowego rozsądku nie zaszkodzi. Jazda na lemondce 40km/h przez wieś, gdzie w każdej chwili może ktoś wyjechać z posesji, albo wybiec pies czy dziecko to serio nie jest dobry pomysł. Oczekujemy od kierowców i innych osób aby zachowywali się na drodze bezbłędnie – tak nigdy nie będzie. Zawsze ktoś może się zagapić, ktoś może Was nie zauważyć, dziecko może się wyrwać z ręki rodzica. Tak więc dobrze przemyślcie, gdzie na co można sobie pozwolić. Ja na lemondce jeżdżę tylko w terenach bez zabudowy i skrzyżowań. Może przez to mój trening momentami jest trochę gorszy, ale zawsze na treningi jakościowe zostaje trenażer. Wolę być tą minutę wolniejszy niż połamany.

Inne dobre praktyki

To chyba na tyle jeśli chodzi o rzeczy, które da się i warto robić zawsze i wszędzie. Ja osobiście staram się, gdy jest to możliwe dodatkowo unikać dróg o dużym natężeniu ruchu / miejsc gdzie jeździ się szybko. Tak więc nie wyjeżdżam na krajówki czy trasy, gdzie długimi odcinkami jest dozwolona jazda 90km/h. Staram się wynajdować trasy, które maja sporo obszarów zabudowanych, mały ruchu i asfalt przyzwoitej jakości. U mnie na szczęście mam 2-3 takie pętle, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma tyle szczęścia.

Na zewnątrz nie robię treningów, przy których pracuję na granicy wytrzymałości. Czyli innymi słowy unikam zadań typu sprinty, jazda vo2max itp – to treningi na których się cierpi i łatwo o dekoncentrację czy dłuższe zwieszenie głowy aby nabić „waty”. Jak łatwo się domyślić to nie jest bezpieczne – na takie okazje mam trenażer.

Unikam też dróg dla rowerów – serio – wydzielone drogi rowerowe to najgorsze co może być. Pomijając już kwestie wygody, to statystycznie najwięcej wypadków rowerowych ma charakter potrąceń na skrzyżowaniach/przejazdach itp. DDR’y mają to do siebie, że często przecinają się z jakimiś drogami – tak więc choć sam DDR jest bezpieczny (o ile nie spotkamy niedzielnego rowerzysty z komórką w ręce), to jednak w połączeniu z tymi przejazdami jest znacznie bardziej niebezpieczny od ciągłej jazdy drogą.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że komuś tym wpisem pomogę. Tymi poradami „obdarzyłem” już kilku początkujących rowerzystów i za każdym razem po czasie przyznawali, że na drodze czują się sporo bezpieczniejsi. Zamiast demonizować kierowców, postarajcie się wczuć w ich rolę i ułatwcie im podjęcie właściwych decyzji. 

Comments

  1. Author Image By bikers

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

  2. Author Image By raf

    Odpowiedz

  3. Author Image By Tomasz

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *