Jak rozpoznać dobrą grupę pływacką

Jeśli czytaliście mój ostatni wpis o pływaniu, to wiecie, że w tym roku udało mi się poczynić spory postęp w pływaniu. Na pewno jedną z ważniejszych cegiełek mojego prywatnego sukcesu (bo nadal jeszcze obiektywnie wielkim pływakiem nie zostałem 😉 ) jest grupa pływacka, organizowana przez Kuźnię Triathlonu w Poznaniu, na którą chodziłem raz w tygodniu od listopada do marca.

Tak się składa, że nie jest to pierwsza grupa pływacka w jakiej uczestniczyłem. Jakieś 2 lata temu byłem również w innej grupie, ale szybko z niej zrezygnowałem na rzecz „samodoskonalenia”. Zrezygnowałem, bo zupełnie nie czułem aby coś z tamtej grupy wynikało. Teraz widzę jak duża jest różnica między dobrą i złą grupą i myślę, że warto to opisać, abyście wiedzieli, czy swoje pieniądze inwestujecie czy tracicie (kogo ja oszukuje z tą inwestycją 😉 ).

Pierwszą rzeczą, która szczególnie zwraca uwagę jest ilość trenerów i osób na torze. W pierwszej grupie w jakiej pływałem był… 1 „trener” (dlaczego w cudzysłowie później) na +20 osób. Pływaliśmy na, jeśli dobrze pamiętam, 3 torach. Trener biegał między nami i rzucał zadania. Typu na 1. płyniem 200 dokładanką, na 2. 400 szybko itd. Zupełny brak feedbacku. Jaki zatem jest sens płynąć drille techniczne, jeśli nikt nie ocenia czy robimy to poprawnie? Mentlik momentami był taki, że przez minutę staliśmy pod ścianą zanim „trener” się orientował, że to nie przerwa w zadaniu, tylko już je skończyliśmy.

Dla oddania sprawiedliwości – na owej grupie pojawiał się drugi trener i organizator całego zamieszania zarazem. Facet miał dużą wiedzę i z takich zajęć  dużo się wynosiło… Ale raz w miesiącu to stanowczo za mało.

W grupie kuźniowej trenerów jest dwoje. Dwa również są tory. Czyli każdy tor ma swojego trenera. Jest zazwyczaj około 5-6 osób na torze. Oczywiście taki układ przekłada się na koszty – płaciłem prawie dwukrotnie więcej za zajęcia, ale warto. Trenerka, która nad nami czuwa ma pełny ogląd sytuacji, jest w stanie mierzyć nasze czasy, korygować błędy, a jak trzeba to mówiąc obrazowo kopnąć w tyłek. Tak więc szukajcie grupy, gdzie na każdym torze jest osobny trener. Na kuźniowej grupie zdarzyło się raz, że był tylko 1 trener – zajęcia momentalnie straciły impet i zmieniły się w „pływanie”. O tyle dobrze, że trener zadał nam wtedy set, przy którym nie było nudy 😉 Ale po prawdzie – zadania typu piramidka można sobie zrobić samemu z podobnym efektem. W grupie właśnie najbardziej ceniłem sobie feedback od trenera/trenerki – jeśli trener ma kilka grup robiących różne rzeczy na różnych torach to o takim feedbacku można zapomnieć.

Druga ważna sprawa – konieczne jest aby na grupie były rozdzielone osoby na różnym poziomie zaawansowania. Dwa tory to jest minimum aby zajęcia były wartościowe (chyba, że wszyscy pływają na podobnym poziomie). Raz zdarzyło się u nas na grupie, że z mojego toru przyszedłem tylko ja, więc pływałem z wolniejszymi zawodnikami. Zajęcia były dla mnie praktycznie stratą czasu, gdyż w żaden sposób nie były wymagające. Dlatego małe grupy klecone na 5-6 osób mogą wbrew pozorom nie być fajne – możecie nie wbić się ze swoim poziomem w poziom grupy i cała energia będzie szła w to, aby dogonić pozostałych albo na nich nie wpływać. Oczywiście nie ma nic złego w różnicy poziomów, ale powiedzmy do 30-45s w teście na 400m między najszybszym i najwolniejszym zawodnikiem na torze.

Ok to chyba tyle w kwestiach technicznych. Drugą, chyba kluczową sprawą jest jakość i zaangażowanie trenerów. Znów wrócę tu do mojej nieszczęsnej pierwszej grupy. Osoba, która prowadziła większość zajęć nie była pływakiem, a raczej przyzwoicie pływającym ratownikiem. Pływakiem był drugi trener, który jak już pisałem pojawiał się rzadko. Rozpisywał za to plany i przesyłał naszemu „trenerowi”… jak się to pisze to brzmi jeszcze bardziej groteskowo niż wtedy to wyglądało. Chłopak całym swoim jestestwem demonstrował jak bardzo ma w nosie co się dzieje. Ogólnie jak Twój trener na grupie ma krzesełko, to nie jest dobry znak.

Dla odmiany trenerka kuźniowa odpowiedzialna za nasz tor ciągle wypatrywała co robimy źle, potrafiła mnie zatrzymać w połowie zadania żeby coś poprawić. To jest kupa takich drobiazgów jak np. płyniesz 50m jakiegoś drilla, a trenerka obiega cały basen, żeby Ci powiedzieć, że źle rękę układasz. Są to takie „nic nie znaczące” sytuacje, które składają się w obraz całości. Wymienię tutaj dwie na szybko:

  • płynęliśmy test na 400m, koledzy płynęli, a trenerka mierząc im czasy po każdej setce rzucała „ale zasuwają”, „będzie dobry wynik” itd. Niby nic, ale widać zaangażowanie i autentyczną radość, że jej praca przekłada się na wyniki.
  • miałem w zwyczaju przychodzić na grupę trochę wcześniej, żeby zrobić 300-400m rozpływania i trochę „oczyścić głowę” przed zajęciami. Trener z drugiego toru również przychodzi kilka minut przed startem zajęć… i zazwyczaj mówi „Marcin ręka wyżej- spróbuj popłynąć 200m dokładanką”. Znów niby nic, ale kurcze to nie jest trener mojego toru, zajęcia się jeszcze nie zaczęły. Facet mógłby stać na brzegu i zagadywać dziewczyny i nie mógłbym mieć pretensji, a on sam z siebie chce mnie poprawiać.

Jak widzicie dwie „nic nie znaczące” sytuacje, które można określić tylko jednym słowem ZAANGAŻOWANIE.

Oczywiście od trenera należy oczekiwać wiedzy. Tu szczerze przyznam, że nie potrafię ocenić jak plasują się trenerzy w mojej grupie, ale cyfry się zgadzają więc chyba wiedzą czego uczą 😉 Dla mnie trening pływacki to ciągle trochę czarna magia, więc wskazówki jakie dostaję po prostu wdrażam w życie i nie analizuję.

Na koniec – na grupie ważna jest dobra atmosfera. Musisz po prostu lubić ludzi, z którymi pływasz. Nie raz się zderzycie, zapłyniecie sobie drogę czy wpłyniecie sobie w nogi. Dobrze gdy nie ma niezdrowej rywalizacji i takie sytuacje kwitowane są uśmiechem.

Czy grupa jest dla mnie

To również jest ważne pytanie. Grupy oczywiście są różne, ale wiele osób oczekuje od grupy rzeczy, których ona nie może dać. W skrócie grupa pływacka to nie jest miejsce, gdzie uczysz się pływać. To jest miejsce, gdzie doskonalisz pływanie. Na torze będziesz miał w optymalnych warunkach 5-6 osób. Żaden trener nie nauczy Cię w takich warunkach pływać (mówię o pływaniu, nie kursowaniu między ścianami). Pomoże natomiast skorygować podstawowe błędy. Tak że jeśli umiesz pływać i dystans nie jest dla Ciebie problemem to dobra grupa da Ci wiele. Jeśli tracisz oddech po 50m… cóż moim zdaniem lepiej zainwestować w kilka lekcji indywidualnych i przeplatać je samodzielną pracą na basenie.

Grupa świetnie sprawdza się w poprawie formy pływackiej – możemy sobie wiele rzeczy opowiadać o wysiłku wkładanym w pływanie, ale mało kto jest w stanie zmusić się samodzielnie do rzeczy, do których zmusi Cię trener na grupie. Gdy płyniesz 4x400m z narastająca prędkością, a po wszystkim dowiadujesz się, że to tylko rozgrzewka przed sprintami to zaczynasz rozumieć co to jest wysiłek 😉 Po pierwszych zajęciach na grupie, do których uczciwie powiem, nie byłem przygotowany, ręce bolały mnie tak, że nie mogłem potem zasnąć. Dzięki temu co robiliśmy na grupie wzrosła moja tolerancja na wysiłek na samodzielnych treningach.

To chyba tyle w temacie moich przemyśleń na temat grup pływackich. Jeśli jesteś z okolic Poznania, to z całą odpowiedzialnością polecam grupy Kuźni Triathlonu prowadzone przez Magdę Wiśniewską i Łukasza Michalaka. Choć moja przygoda z grupą trwała tylko 4,5 miesiąca, bo nie mogłem tego do końca pogodzić z niemowlakiem w domu i pracą, to i tak wiele mi te zajęcia dały. Na pewno, jeśli czas pozwoli, to za rok też będę chciał trenować choć raz w tygodniu z grupą.

//edit: po 3 miesiącach wróciłem na grupę, bo bez stałego treningu w tygodniu wszystko zaczęło się sypać.

No Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *