Otwarcie sezonu – Triathlon Lubasz 2016 1/4IM

lubasz_bieg

Głód startów – tak chyba można określić moją sytuację w tym roku. Przez kontuzję prawej nogi nie startowałem nigdzie od Lipca zeszłego roku. Tak więc nogami przebierałem pod stołem już od połowy kwietnia.

Jedną z trudniejszych rzeczy było potraktowanie tego startu jako startu treningowego. Nigdy jeszcze tak nie startowałem, ale w tym roku plan treningów to świętość, której nie chciałem zbezcześcić. No i jakby nie poszło, to zawsze można było mówić „to tylko start treningowy” 😉

Tak więc plan realizowałem do piątku. Wpadły więc zarówno 2 mocne jazdy na rowerze, 2 mocne baseny jak i mocny bieg Vo2max. Dopiero w sobotę zrobiłem luźny dzień – najpierw pływanie OW (a właściwie moczenie pianki, bo przepłynąłem dosłownie 600m), a potem kilka kilometrów rowerem na zewnątrz połączone z nauką flying mount (czyli wskakiwania na rower boso i zakładania butów już na trasie)… Tak tak – ścigam się jak pro 😉 Jak patrzę na swoje akcje z boku to coraz bardziej się zaczynam zastanawiać, czy nie dziecinnieje na starość… ale kurde 10-20s w strefe zaoszczędzone 😉

Ale teraz o samym Lubaszu. Jak co roku na początek sezonu wybieram zawody, które mają mnie przeczołgać po ziemi, połknąć i wypluć. Do tej pory tę rolę pełnił Sieraków, ale znalazłem coś lepszego – Lubasz. A do tego cena zawodów iście treningowa co w kontekście cen za Sieraków… sami wiecie.

Lubasz z założenia jest pomyślany jako zawody treningowe na otwarcie sezonu – godzina startu sprawia, że można przyjechać na miejsce bez noclegu, cena nie odstrasza, napinki i pompowania balonika też nie ma. Po prostu przyjeżdżasz, witasz się z ludźmi, startujesz, zjadasz makaron i jedziesz do domu.

Pływanie

Start 1/4 zaplanowano na 350 osób. Przyjechało na szczęście tylko 275. Dlaczego na szczęście? Bo to start treningowy i organizatorzy cieli koszty (nie mam o to pretensji, taka natura tanich zawodów). Cięcie nr 1 to trasa pływacka w pętlach 2x500m zamiast 1 długiego odcinka. W Lubaszu plaża jest bardzo mała, więc nawet te 275 osób wypełniło ją po brzegi. Pierwsza bojka nawrotowa była po 150m. Każdy kto miał chociaż 1 start na karku wiedział, że trzeba się ustawić po zewnętrznej bo przy tej ilości osób będzie więcej trupów niż w Grze o Tron. Fajnie… jak przeszedłem kontrolę na bramce wejściowej, to już lewa część plaży była pełna. Spoko ustawię się od wewnątrz i postaram się na początku odbić maksymalnie w lewo… Tia. Z pierwszej części pływania pamiętam tylko sygnał startowy, spokojne wejście do wody, potem kilka uderzeń w głowę, 2 zakrztuszenia i strach w oczach, gdy jakieś 5 osób spychało mnie pod bojkę nawrotową, gdzie już opiłem się wody na poważnie. Po nawrocie zaraz wpłynąłem za bojkę i odkaszlnąłem, zrobiłem szybki self-test i siłą woli nie podniosłem ręki do góry (a miałem na tą na prawdę ochotę).

Dalej było już trochę łatwiej… Ale tylko trochę. Ciągłe byłem obity po pierwszych 150m, a tłok na trasie nadal był znaczny. Celowo popłynąłem trochę gorszym kursem, żeby trochę się wymiksować z walki wręcz, ale nie byłem sam. Na drugiej bojce była powtórka z rozrywki – na szczęście już bez takich dramatów – skończyło się na tradycyjnej przepychance. Ostatnia prosta do plaży. Tam na prawdę zdałem sobie sprawę jaki jestem zmęczony – większość ludzi biegła, ja postanowiłem się przespacerować, oczyścić płuca z wody i zastanowić się, czy dam radę dalej płynąć. Po 50m uznałem, że dam radę i wskoczyłem na drugą turę.

Druga pętla była już spokojna. Płynąłem dość równo i nawet na bojkach nie było już tłoku. Trochę trudno było mi się uspokoić – wiecie jak 5 minut wcześniej człowiek się topił, to potem woda wydaje się mało przyjaznym środowiskiem. Podnosiłem bardzo wysoko głowę, cały czas oddech na dwa – nie tak to miało wyglądać… O dziwo płynąłem nawet dość prosto.

Wyjście z wody i szok… Czas z pływania poniżej 19 minut. No nie ma lipy. Gdy przebiegałem belkę pomiarową zegar pokazywał 19.33. Dodało mi to skrzydeł – najlepszy czas pływania w historii moich startów. Wiedziałem, że postęp zrobiłem znaczny w zimie, ale po tych historiach w wodzie nie spodziewałem się dobrego czasu.

Tym bardziej zdziwiłem się, gdy w oficjalnych wynikach zobaczyłem czas ponad 21 minut… Ale szybko sprawę wyjaśnił mi kolega Krzysiek, który oświecił mi, że mam czas z T2 lepszy od elity (2 minuty, gdy większość robiła strefę w 4-5 minut) – po prostu na pierwszej belce bramka nie odczytała mojego chipa i zostałem odhaczony dopiero na wejściu do strefy zmian. Uff pierwsza życiówka uratowana.

T1 dobra zmiana 😉

lubasz_rowerW T1 poszło dobrze. Pierwszy raz zdecydowałem się robić zawody bez skarpetek i butach triathlonowych więc, poszło sprawnie i szybko. Flying mount – no cóż nie wyszedł jak zaplanowałem,  bo zamiast epickiego wskoku na rower, wyszło trochę koślawo, ale i tak fajnie.

Rower

Rower w Lubaszu potwierdza, że nawet w płaskiej jak pupa Ani Rubik Wielkopolsce można zrobić górską czasówkę. Przewyższenia prawie 600m i praktycznie brak płaskich odcinków. To jest dokładnie profil trasy jakiego nie lubię i nie umiem przejechać.

Trasa zdecydowanie trudniejsza od tej w Sierakowie. Z jednej strony wiedziałem, że na rowerze jestem w znacznie lepszej formie niż rok temu, ale rower w Sierakowie pokazał, że byłem tam chłopcem do bicia. W Lubaszu plan był aby pojechać rozsądnie i jeszcze coś pobiec potem.

Rower poszedł mi bardzo dobrze. Na podjazdach zazwyczaj wyprzedzałem, poprawiłem swoje miejsce w klasyfikacji generalnej, a co najważniejsze cały czas sytuacja była pod kontrolą. Oczywiście nie było lekko, ale jestem zadowolony.

Z perspektywy czasu widzę, że najwięcej błędów zrobiłem na zjazdach. Traciłem na nich niemiłosiernie. Z trudem przekraczałem 55km/h mimo mocnego kręcenia. Wyprzedzali mnie ludzie, którzy nic nie kręcili… Tak teraz już wiem, że na zjazdach trzeba się odpowiednio ułożyć i trochę odpocząć zamiast kręcić jak wariat i pogarszać aerodynamikę. No nic – nie mam do siebie pretensji – w końcu mieszkam w okolicy, gdzie największa górka to zjazd z podjazdu samochodowego na ulicę.

Czas 1:23, całkiem niezły – myślę, ze jakbym umiał zjeżdżać to jeszcze urwał bym z tego z 2 minutki, a to byłoby już lepiej niż dobrze.

T2

Flying dismount wyszedł perfekcyjnie – przynajmniej tak to zapamiętałem. Buty zdjęte na rowerze, noga ładnie przełożona przez siodełko i piękny zeskok w pędzie… Kurde podoba mi się to uczucie. W strefie szybko zakładam butki (znów na bosaka), daszek i okulary przeciwsłoneczne… Po co okulary – bo wiedziałem, że będzie zacinał deszcz, a nie lubię jak mi do oczu pada 😉

Bieg

lubasz_biegPo biegu nie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony kontuzja praktycznie zrujnowała moje przygotowania biegowe. Z drugiej strony mocna praca na rowerze dała jako efekt uboczny całkiem dobre wyniki biegowe na treningach. Także ogólnie wiedziałem, że mogę pobiec przyzwoicie, ale nie wiedziałem czy starczy sił.

Starczyło. Bieg ogólnie ułożył się po mojej myśli – od początku do końca trzymałem równe tempo. Co prawda miało być w okolicach 4:20, a poszło po 4:30, ale tu winię rower, które chyba wszystkim dał się we znaki. Była spora rezerwa wydolnościowa, ale nogi po prostu były zbyt ciężkie. Do tego dołożyło się jeszcze to, że była to trasa typowo crossowa, a wiadomo, że takie biega się wolniej. Wyszło więc 45:xx na trasie 10,2km, czyli przyzwoicie, ale bez szału.

Zawody zakończyłem w czasie 2:34:14, czyli w takim czasie jaki sobie zakładałem. Warto podkreślić, że zarówno trasa rowerowa jak i biegowa są krótsze niż ustawowe 45/10,5km, ale porównałem wyniki czołówki z innych zawodów i wychodzą one podobnie, więc wynik raczej reprezentatywny.

Zawody oceniam bardzo wysoko. Za drobną kwotę otrzymaliśmy zawody w bardzo fajnej miejscówce, na trasie i w strefie niczego nie brakowało, a rywalizacja była na na prawdę wysokim poziomie. Mam nadzieję, że zjechały się kocury z całej okolicy, bo jeśli poziom aż tak przez zimę podskoczył, to może być trudno o dobre miejsca w kategorii 😉

Enduhub ocenia na postawie swojego Performance Index, że jestem szybszy od 70% chłopaków w mojej kategorii – cel na ten rok to wbić się do pierwszej ćwiartki. Na razie zaczyna się obiecująco i jak się okoliczności dobrze złożą to widzę, że jest na to szansa.

Comments

  1. Author Image By Łukasz

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *