Podsumowanie Sezonu 2015

_O0C4714-resized

Do tego wpisu zabierałem się już bardzo długo, ale czas ostatnio to dobro deficytowe. Korzystając z tego, że moje dziewczyny właśnie pojechały na plac zabaw, a ja uporałem się ze swoimi zadaniami szybciej niż sądziłem, wreszcie mam czas podsumować sezon 2015.

Chwileczkę, ale miał być jeszcze start w Kórniku. No tak miał być, ale nie będzie ;-( Złożyły się na to dwie sprawy. Po pierwsze przeciążyłem kolano (jakieś 2 tygodnie przerwy w treningach rowerowych), a po drugie organizatorzy Triathlon Kórnik postanowili zepsuć fajną imprezę i puścić 350 osób na raz na 1/4IM. Kto zna trasę rowerową tych zawodów, wie że bez draftingu się nie obędzie i zamiast fajnych, uczciwych zawodów będą wymuszone peletony. Dla takich zawodów szkoda ryzykować kolana.

Ale do rzeczy – miało być podsumowanie. Dziwny to był sezon. Jeśli śledziliście moje przygotowania od początku, to wiecie, że pierwsza część – mniej więcej do czerwca była całkiem udana. Udawało mi się realizować zdecydowaną większość jednostek treningowych. Oczywiście nie obyło się bez jakiś drobnych incydentów, typu drobna choroba etc, ale ogólnie wyglądało to nieźle. Myślę, że bazę do dalszego sezonu zrobiłem bardzo dobrą. Szkoda jedynie dużej ilości „wypadniętych” basenów, których nie dało się już odrobić, bo dojazd na basen mam kłopotliwy.

Od czerwca jednak stało się coś, czego nie przewidziałem. Rok wcześniej moje dziecko miało 2 lata i nie było aż tak absorbujące. 3-latka to już jednak zupełnie inna historia – później chodzi spać (dopóki szybko robiło się ciemno nie było z tym kłopotu), trzeba zapewnić jej sporo atrakcji w weekendy = sporo wyjazdów, ładna pogoda, więc całe dnie spędzane na zewnątrz – długo by odpowiadać. Ogólnie nagle zabrakło czasu na treningi. Ogólnie ta część sezonu nie wypaliła kompletnie – od czerwca udawało mi się realizować w porywach do 50-60% zaplanowanych treningów. Do tego było to wszystko tak „rwane”, że nawet przestałem planować rozkład, tylko ćwiczyłem z doskoku gdy tylko był czas.

Tak więc skończyłem z dobrą bazą, której nie udało się „ubogacić” o okres rozbudowy, gdzie powinien być skok formy. Mimo wszystko jednak progres w stosunku do poprzedniego roku był. Co prawda mam tylko jedne zawody do porównania rok do roku (Olimpijka w Pniewach), ale poprawa wyniku o ponad 10 minut na krótkim dystansie cieszy. Zdecydowanie poprawiła się moja wytrzymałość – w 2014 nie myślałem nawet o przebiegnięciu półmaratonu, nie mówiąc już o HiM, a w 2015r. oba te dystanse nie stanowiły problemu.

Co do celów, które sobie stawiałem przed sezonem to w większości je zrealizowałem. Szczegółowo wyglądało to tak:

  • Triathlon Sieraków poniżej 5:50 – zrealizowane
  • Triathlon Poznań poniżej 5:40 – zabrakło niespełna 3 minut, ale trasa Poznania się drastycznie zmieniła (ogromna i długa strefa zmian) + warunki pogodowe były fatalne. Na starej trasie 5:40 byłoby złamane z zapasem.
  • Popłynąć na obu imprezach poniżej 38 minut – phi… Nawet się nie zbliżyłem do tej granicy i wygląda na to, że jeszcze długo się nie zbliżę.
  • Osiągnąć średnią prędkość etapu rowerowego w Poznaniu 33km/h – zabrakło mi ~1km, ale wiatr w porywach do 60km/h nie ułatwiał jazdy. W normalnych warunkach dałbym radę.
  • Osiągnąć wynik na półmaratonie poniżej 1:45 – zrealizowane z zapasem
  • Osiągnąć wynik biegu w Triathlon Poznań poniżej 2h – zrealizowane z zapasem.

Ogólnie więc poza nieszczęsnym pływaniem, wszystkie cele zostały zrealizowane albo przynajmniej się o nie otarłem. To mnie cieszy. Natomiast pozostał spory niedosyt, bo wiem, że po dobrej zimie mogłem osiągnąć znacznie lepsze wyniki, ale zabrakło treningów. Bardzo cieszy mnie postęp biegowy. Na rowerze trochę zepsułem okres zimowe (zbyt lekkie treningi na trenażerze), ale ogólnie tragedii nie było. Z pływaniem ewidentnie mi nie po drodze – tu będę musiał coś wymyślić.

Wnioski z tego wszystkiego są takie, że przede wszystkim muszę zmienić podejście treningowe – klasyczny plan z periodyzacja nie jest dla mnie, bo wymaga zbyt wielu godzin treningów. W okresie letnim za rok raczej będę borykał się z identycznymi problemami, więc klasyczna rozbudowa wg. Friela odpada. Szkoda bo ten system nieźle działał póki go realizowałem.

Powoli myślę już o kolejny sezonie i wszystko wskazuje na to, że sezon 2016 poświęcę na budowanie szybkości, której mi teraz brakuje. Planuję startować tylko na krótkich dystansach i trenować według HILV czyli wysokie intensywności niskie objętości. Plan, który mam zamiar wykonywać zakłada tylko 4 treningi w tygodniu, przy czym, aż 3 z nich to zakładki. Łatwiej mi wygospodarować w tygodniu 2 wieczory (+2 treningi w weekend) po 2-3h niż zrealizować 5 różnych treningów. Po prostu na każdy trening trzeba poświęcić trochę czasu przed (dotarcie, przygotowanie sprzętu) i po (prysznic, posiłek, sprzątnięcie sprzętu). Wygląda też na to, że przy takim podejściu szybciej się regeneruję.  Pod ćwiartkę taki trening sprawdzi się chyba lepiej, a ja będę miał więcej czasu dla rodziny.

Na ćwiartkach zamierzam zrealizować ambitne zamierzenia (jak na mnie oczywiście 😉 ) i powalczyć o złamanie 2:25. Nacisk zamierzam położyć na rower. Liczę na stały, ale powolny progres w bieganiu, a pływanie w tym sezonie zamierzam ograniczyć do minimum czyli 2x45minut w tygodniu.

To na razie oczywiście tylko zarys planów, ale szczegóły już wkrótce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *