Projekt 5:59 – lipiec 2017

Mój mały projekcik postanowiłem zacząć w dłuższej przerwie między startami. Start w Pniewach miał miejsce w niedzielę 2.07, więc w poniedziałek ruszyłem dziarsko do pracy.

Niestety z planu 3 basenów w tygodniu nic nie wyszło. Na przeszkodzie stanęły dwie rzeczy:

  • mały wirus, który dość mocno mnie osłabił i po prostu nie byłem w stanie robić sensownych treningów
  • weekendy wakacyjne, które tradycyjnie są zawalone wyjazdami, spotkaniami.

Tak wiec lipiec kończę z 4 treningami grupowymi, oraz 3 treningami po 60 minut. No cóż nie tak to miało być, ale po cichu liczyłem się z taką ewentualnością – wakacje tradycyjnie są u mnie najgorszym okresem treningowym i rodzina skutecznie sabotuje moje przygotowania 😉

O dziwo mimo tak małej ilości treningów odzyskałem czucie wody, na treningach pływało się w większości przypadków bardzo dobrze i co ważniejsze widziałem spory progres czasowy. Do testu kończącego sezon z grupą pływacką byłem bardzo pozytywnie nastawiony. Wiedziałem, że złamanie 7 minut jest formalnością.

Sam test był bardzo dziwny. Płynąłem na torze z kolegą, który pływa zdecydowanie lepiej niż ja, więc widziałem go tylko na pierwszej długości. Za to na torze obok płynął kolega, z którym miesiąc wcześniej popłynęliśmy praktycznie to samo i na niego miałem oko. Pierwsza setka weszła zbyt mocno – w zasadzie nawet nie setka, a 50-tka. Chyba za bardzo zasugerowałem się szybszym kolegą z mojego toru 😉 Druga setka w moim odczuciu była ok, na trzeciej miałem od trenerki przykaz aby popłynąć mocniej i chyba zbyt bardzo wziąłem sobie to do serca i po rozpoczęciu 3 setki, pierwszy basen zbyt mocno docisnąłem. Czwarta setka była w moim odczuciu znowu ok, choć trochę zabrakło świeżości na finiszu. Niemniej kolegę na którego miałem ok wyprzedziłem prawie o długość basenu, wiec wiedziałem, że 7 minut pękło. Po cichu liczyłem na 6:55. I bum – 7:05. Kolega chyba postanowił mi zrobić psikusa i popłynął test gorzej o 20 sekund niż miesiąc wcześniej. U mnie jest poprawa, ale nie takiego wyniku oczekiwałem ;-(

Serio nie wiem jak do tego doszło. Wiem, że źle rozłożyłem siły, ale nigdy nie udaje się to idealnie. Czas mnie trochę załamał. Najdziwniejsze, że po treningu zostałem sobie na basenie i dobiłem jeszcze kilkoma zadaniami w tym 5x100m start na 2″ z pullem i gumą na kostkach – wszystkie setki weszły w 1:45 bez najmniejszego kłopotu – myślę, że jeszcze przynajmniej 3-4 bym w tym tempie zrobił… Tak więc sam już nie wiem co nie zagrało w teście. Chyba wyszedł po prostu brak wytrzymałości spowodowany małą ilością treningów.

Z dużych plusów – widzę pierwsze wyraźne oznaki, że nowe metody rozciągania i rozbijania mięśni w obręczy barkowej się sprawdzają. Nie muszę aż tyle siły wkładać w utrzymanie pozycji w wodzie i (co pewnie wyda się większości śmieszne) wreszcie pozbyłem się odruchu rozczapierzania palców. Trenerka strasznie mnie za to goniła, ciągle starałem się to kontrolować, ale ciągle wracałem do tego brzydkiego nawyku… Okazało się, że to nie byłą kwestia „chęci” tylko  zbyt przykurczonych mięśni. Po kilku sesjach mobilność poprawiła mi się na tyle, że już trzymanie złączonych palców przy pociągnięciu nie stanowi problemu. Oczywiście do strzałki nadal daleka droga, ale jest lepiej. Genetyka + lata pracy na obecne problemy z mobilnością – trudno oczekiwać, że problemy znikną po miesiącu.

Odnośnie rozciągania – gdy zaczynałem najbardziej przy pozycjach typu strzałka ograniczały mnie mięśnie szerokie grzbietu. Teraz po ich rozbiciu i regularnym rozciąganiu problem przeniósł się na klatkę piersiową… Jeśli dobrze rozumiem, to chwilowo problem z tyłu został rozwiązany i teraz pora kolejny blok zmodyfikować i skupić się na mięśniach klatki piersiowej. Czuję też pewne napięcie w okolicach łączenia barków z szyją, ale muszę jeszcze doczytać z czego to może wynikać i jak sobie z tym radzić 😉

Sierpień zapowiada się w kratkę – przede wszystkim w planach 2 tygodnie urlopu bez łatwego dostępu do basenu/jeziorka. Może uda się gdzieś 2-3 razy wyskoczyć, ale na pewno progresu w sierpniu nie będzie. W sierpniu nie ma również treningów grupowych, więc cel to się nie cofnąć i na koniec września wreszcie złamać to cholerne 7 minut 😉

W sierpniu planuję debiut w nowej konkurencji – zawody pływackie OW. Jeszcze nigdy nie ścigałem się w jeziorze bez pianki, więc jest spora doza niepewności.

Poważnie myślę, aby w przyszłym roku skupić się właśnie nie na triathlonie, a zawodach pływackich. Z analizy czasów wychodzi, że obecnie będę zamykał stawkę, ale jak ostro popracuję to w przyszłym roku powinienem się załapać gdzieś w okolice 60-70% 😉 Przywykłem już trochę, że na zawodach triathlonowych jestem w luźno rozumianym czubie w każdej z konkurencji – taki powrót do „walki o godność” będzie ciekawym doświadczeniem.

To chyba tyle jeśli chodzi o lipiec. Mimo, że założenia nie udało się do końca zrealizować, to patrząc na sprawę okiem realisty, nie był to zły miesiąc. Prawdziwa ofensywa zacznie się od września i wtedy też oczekuję prawdziwych przyrostów. Na zrealizowanie celu głównego zostało 17 miesięcy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *