Strefa zmian w triathlonie – część 1

lubasz_rower

W ostatnim czasie zarówno na forum xtri.pl jak i w “realu” ze znajomymi odbyłem kilka ciekawych rozmów o strefach zmian. Co mnie dość mocno zdziwiło, to jak bardzo jest to niedoceniony element zawodów. No dobra, tak na prawdę wcale mnie to nie zdziwiło, bo jeszcze na początku tego sezonu uważałem, że strefa “to nie miejsce na wyścigi”. Ostatnio jednak zmieniłem zdanie. Dlaczego? Ano dlatego, że analizując swoje zawody za pomocą nowej, fajnej strony chartee.pl zauważyłem ile tracę tam czasu na tle konkurencji. W większości zawodów T1 to była moja najsłabsza procentowa dyscyplina triathlonu.

Ile można zyskać dobrą zmianą… Trochę dziwnie to zabrzmiało… Ale wracając do tematu.

Podam Wam przykład Pniew – startuję tam co roku i co roku strefa jest zorganizowana w taki sam sposób, z takim samym sposobem pomiaru i nawet pogoda trafiła się podobna. Rok do roku wyniki zmieniły się tak:

Pływanie: 31:40 -> 30:38

T1: 2:52 -> 0:57

Rower: 1:11:26 -> 1:07:35

T2: 1:16 -> 0:58

Bieg: 45:08 -> 43:13

Łącznie 2:32:22 -> 2:23:23

Jak widać z postępu 9 minut blisko 25% to postęp w strefie zmian… Myślę, że już to powinno dać każdemu do myślenia. Ale idźmy dalej.

Aby poprawić pływanie o 1 minutę w basenie spędziłem około 70h zegarowych + około 6h na wodach otwartych. W rzeczywistości zysk na pływaniu jest trochę większy, bo w tym roku pływanie w Pniewach było trudniejsze i chyba dłuższe. Procentowo awansowałem z 60% na 30% stawki. Realnie zysk oceniam tu na 3 minuty rok do roku.

Rower – udało się urwać 4 minuty. Kosztowało mnie to około 100h bardzo ciężkich treningów funkcjonalnych na trenażerze + trochę jazd na zewnątrz. Z dziennikarskiego obowiązku powiem, że rower kończyłem w znacznie lepszej formie niż rok temu, więc oprócz progresu czasowego trzeba też wziąć pod uwagę, że miałem więcej siły na biegu.

W biegu postęp to niecałe dwie minuty. Przyznaje trenowałem mało, bo kontuzja doskwierała, ale nadal myślę, że z 20-30h wybiegałem. Postęp biegowy zawdzięczam głównie treningowi rowerowemu i basenowi + mniejszemu zmeczeniu na odcinku rowerowym.

Strefy to zysk ponad 2 minuty – cóż, nie miałem nawet dedykowanych treningów. Po prostu przemyślałem wszystko, zmieniłem nastawienie i w czasie innych treningów poświęcałem 2-3 minutki na trening do strefy.

Oczywiście przyspieszenie w strefie wiązało się z małymi kosztami, ale i tak bym je poniósł. W zimie zmieniłem system pedałów z mtb na szosowy i w związku z tym kupowałem nowe buty. Zamiast modelu szosowego wybrałem typowo triathlonowy i był to strzał w dziesiątkę.

Także reasumując ten przydługi wstęp – chciałbym Wam uzmysłowić, że w moim przypadku 25% postępu rok do roku uzyskałem poświęcając mniej niż 1h czasu, gdzie pozostałe 75% kosztowało mnie około 200h treningów. Najlepsze, że postęp w strefie osiągnąłem nie wydając praktycznie ani złotówki na sprzęt, którego bym inaczej nie kupił, nie wydałem pieniędzy na treningi (np. wejściówki na basen czy abonamenty na aplikację do treningu rowerowego). Wielu z nas potrafi lekką ręką wydać np. 400-1000zł na kask czasowy, który da zysk rzędu 30s, a nie pomyśli, że znacznie większe zyski są do ugrania w strefie zmian. Zysk 1-2 minut może nie jest porażający, ale pomyślcie ile szybciej trzeba biec na przykład na olimpijce aby zerwać te 1-2 minuty? Jeśli nie jesteście debiutantami, to często taki progres wymaga roku treningów.

Jeśli kogoś przekonałem to w następnej notce opiszę swój przepis na #dobrąZmianę 😉 Nie będzie on na pewno idealny, bo jeszcze się ciągle uczę, ale myślę, że kilka “sztuczek” może się przydać, jeśli jeszcze ich nie stosujecie.

PS. wiem, że nie każdy spędza tyle czasu w strefach co ja, ale też patrząc po wynikach, to moje czasy ze strefy na tle konkurencji nie były najgorsze, więc chyba jest to dość powszechny problem u amatorów.

No Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *