Triathlon Pniewy 2015 – moja relacja

Triathlon Pniewy

Miesiąc od Triathlon Sieraków minął niepostrzeżenie i nadszedł czas kolejnego startu – tym razem start typowo treningowy na Triathlon Pniewy 2015. Jak już pisałem na profilu FB ten miesiąc nie był zbyt udany treningowo. W zasadzie trenowałem bez planu, „z doskoku”, gdy tylko czas pozwalał. Wiedziałem, że nie dam rady zrobić konkretnych obciążeń więc postanowiłem prawie każdy trening przeznaczyć na mocniejszą pracę – niemniej wiadomo z ~6h treningów trudno coś wycisnąć.

Niestety w nocy z czwartku na piątek rozchorowała się moja córeczka i praktycznie z aptekarską precyzją budziła się co 2h – tak przez 3 kolejne noce. Wstając w niedzielę o 6 rano miałem już dosyć tego dnia 😉 Pewnie każdy rodzic zna to uczucie gdy ręce się trzesą, oczy pieką z niewyspania i ma się problem aby utrzymać ślinę w buzi :-(. Pierwsza decyzja – „rezygnuję ze startu, bo nie ma sensu”. Po wypiciu kawy trochę się jednak ogarnąłem i postanowiłem, że pojadę i zobaczę co z tego wyjdzie. Oczywiście tak jak w zeszłym roku do Pniew pojechałem bez rodziny – to już się zaczyna robić tradycja 😉

W Pniewach zameldowałem się w okolicach 8.15. Szybki odbiór pakietu, wstawienie roweru do strefy ubranie pianki. Wszystko działo się dość szybko – tak trochę w maglinie odbijałem się od jednego punktu do drugiego – uczucie jakbym przechodził obok tego startu. Normalnie w dniu zawodów nie mogę opanować adrenaliny, a w Pniewach… ziewałem jeszcze kilka chwil przed sygnałem startowym.

Szybka rozgrzewka w wodzie, odprawa i po chwili już jesteśmy ponownie w jeziorku na linii startu. Moje niewyspanie zawsze przekłada się na „krótki oddech” – doświadczyłem tego kilka razy na basenie, dlatego postanowiłem się ustawić na końcu stawki i po prostu popłynąć wolnym, spokojnym tempem. Dzięki temu prawie uniknąłem pralki. Foka z forum xtri.pl, który prowadził zawody ostrzegał przed falą na jeziorze (faktycznie wiało konkretnie), ale zbiornik był mały i z mojej perspektywy woda była bardzo spokojna. Fale co prawda były częste, ale bardzo niskie – w ogóle nie utrudniały pływania czy oddychania. Płynąc wolno odkryłem, że dość łatwo się nawiguje – płynąc na granicy progu mleczanowego, każde podniesienie głowy sporo kosztuje, a gdy płynie się spacerowo nie mam z nawigacją żadnych problemów.

Mimo wolnego tempa, po około 300m musiałem przejść na 15-20 sekund do żabki, żeby trochę uspokoić oddech, ale potem już udało się złapać jako taki rytm. Płynęło mi się bardzo ciężko – nie wiem jak to określi, chyba „psychicznie”. Czułem, że płynę spokojnie, ale nie było z czego przyspieszyć – po prostu totalny brak energii. O dziwo na wyjściu z wody czas 31:xx i wielkie oczy ze zdziwienia (co prawda trochę później, bo na samy wyjściu z wody nie znałem jeszcze swojego czasu). Wniosek z pływania – lepiej zamiast ciężko pracować bardziej przyłożyć się do nawigacji. Myślę, że w dobry dzień 30 minut było osiągalne.

Strefa zmian poszła bardzo słabo – jakoś nie mogłem się ogarnąć – na szczęście strefa bardzo mała, więc w okolicach 35 minuty meldowałem się na trasie rowerowej. O dziwo na rowerze było całkiem nieźle – choć tego dnia bardzo mocno wiało i pierwsze 10km było pod wiatr, to spokojnie utrzymywałem prędkość 32-34km/h. Po 2-3 km dogoniłem pierwszego chłopaka z którym jechaliśmy na w miarę równym poziomie i zaczęliśmy trochę współpracować. W okolicach 10km stworzyła się nagle ~5 osobowa grupa i nabraliśmy tempa zgarniając jeszcze kilku zawodników po drodze – kończyliśmy już w około 10-12 osób.

Tu niestety twarz pokazał egoizm. W naszej grupie były 2-3 osoby, które rzeczywiście mocno pracowały. Do tego kolejne 3-4, które nie były w stanie dać grupie zbyt wiele, ale starały się w miarę swoich możliwości choć czasami odciążyć liderów i wyjść na ścianę. Sam znalazłem się w tej drugiej grupie i kilka zmian dałem, choć nawet nie zbliżyłem się do tego co włożyli wspomniani liderzy, bo każda zmiana kosztowała mnie kilka minut, żeby dojść do siebie.

Niestety było też kilka osób, które z premedytacją nawet nie przesuwało się w okolicę połowy naszej grupy. Szczególnie zapadł mi tu w pamieć jeden chłopak, który perfidnie zwalniał za każdym razem, gdy ktoś wracał ze zmiany i uniemożliwiał mu ustawienie się za sobą – ani razu nie wyszedł na czoło… bardzo to słabe. Żałuję, że więcej nie byłem w stanie dać grupie, bo jednak bardzo mi było głupio gdy mijałem potem na trasie biegowej jednego z chłopaków, który tak mocno pracował na rowerze – niestety rower to obecnie u mnie tragedia.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że średnia z roweru (wg. oficjalnego czasu) wyszła mi tylko 34km/h – na trasie praktycznie nie było nawrotów poza beczkami, a my ciągle lecieliśmy w przedziale 34-40km/h – miejsce z roweru (56 na 171) też pokazuje, że nasze tempo nie było takie słabe. Sam nie wiem jak to się stało – może trasa była dłuższa albo belki pomiarowe jakoś inaczej ustawione? A może jednak te odcinki pod wiatr nas tak spowolniły?

W każdym razie z roweru wracałem w dobrym humorze – wiedziałem, że jakimś cudem mimo tego kosmicznego niewyspania zawody układały się całkiem nieźle. Adrenalina jednak robi swoje.

Wreszcie nadszedł czas biegu – tu zawsze udaje się nadrobić kilka pozycji. Planowałem pobiec na 43:XX, ale już po 1-2km wiedziałem, że „nie dzisiaj”. Niby tempo na początku udało mi się trzymać w założonych granicach, ale czułem że to nie jest mój dzień. O dziwo nie były to zmęczone nogi, a po prostu złe samopoczucie i brak rytmu. Z perspektywy myślę, że przez brak snu podniósł mi się HR i to mnie hamowało. Biegło się na prawdę fatalnie – pojawiła się nawet kująca kolka, ale dało się ją zignorować i nie przeszkadzała w biegu. Nogi jakieś takie jakby nie moje. O dziwo tempo utrzymywałem przyzwoite  i nie doświadczyłem żadnego kryzysu na trasie. Po prostu odczucie jakbym miał blokadę prędkości ustawioną na 4:30. Dopóki się trzymałem w tych granicach to było dziwnie (ten ciągły brak rytmu), ale znośnie. Jak tylko wchodziłem na założone 4:15 to po chwili odcinało mi prąd i zwalniałem. Tak więc doczłapałem do mety z czasem 45 minut. Przed sezonem brałbym taki wynik biegu w ciemno, ale wiem, że w takich warunkach pogodowych jakie mieliśmy w Pniewach i po wynikach ostatnich treningów mogłem pobiec szybciej.

Czas na mecie 2:32:XX i 60 miejsce w OPEN (171 osób ukończyło zawody – nie wiem ile wystartowało). Zdecydowanie jestem zadowolony z tego wyniku – zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności. Myślę, że na całkiem (dla mnie) przyzwoity czas wpływ miało to, że w tych zawodach uniknąłem większych błędów. Niby żadna część zawodów nie wyszła idealnie, ale też o żadnej nie mogę powiedzieć, że nie wyszła. Mimo, że zawody był trochę szarpane, to jednak jest kolejne doświadczenie do kolekcji.

I jeszcze kilka słów o samych zawodach. Pniewy to impreza niskobudżetowa, ale uważam że bardzo fajnie zorganizowana. W zasadzie jest wszystko co powinno być – tj.

  • niezła trasa – zwłaszcza na plus wydłużenie trasy rowerowej w tym roku (2 pętle zamiast 5 na olimpijce). Asfalt wygląda na StreetView fatalnie, ale w rzeczywistości jest całkiem OK pomijajac kilka dziur. Dziury zresztą były bardzo dobrze oznaczone na całej trasie, więc nie sprawiały problemu nawet w peletonie. Trasa biegowa choć kręta to ma swój urok. Woda w tym roku niestety była bardzo mętna, co trochę utrudniało pływanie.
  • przyzwoity pakiet startowy – worek, izotonik, bon na ciepły posiłek regeneracyjny, bony na atrakcje dla dzieci i daszek biegowy (super pomysł, bo na koszulki już nie mam miejsca w szufladzie)
  • punkty żywieniowe na trasie biegowej
  • strefa finiszera z wodą, arbuzami, czekoladą, bananami
  • scena ze spikerem umilająca czas kibicom (Foka co roku się lepiej sprawdza 😉 )

Ogólnie w tej cenie zawody jak najbardziej ok – z tego co czytam, to ludzie płacą 2x więcej za imprezy „tourowe” zorganizowane na gorszym poziomie niż Pniewy, bo pojawiło się trochę imprez w cenie TriTour, ale nie koniecznie w takiej jakości. Ogólnie za rok na pewno tu wracam.

Comments

  1. Author Image By Hanka

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

  2. Author Image By Wojtek

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

      • Author Image By Wojtek

        Odpowiedz

        • Author Image By Marcin

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *