Triathlon Sieraków 2015 – górki vs Marcin 2:0

Co to był za weekend! Jak pisałem, w zeszłym roku, zaczynałem swoją przygodę triathlonową właśnie w Sierakowie na dystansie 1/4 IM. Tutaj relacja z zeszłego roku.

przed_startem_2Sieraków ma trasę, która wybitnie nie jest pod moje warunki – wymaga dużej siły na etapie kolarskim i umiejętności crossowych + podbiegów na etapie biegowym… Czyli coś, co nigdy mi dobrze nie wychodzi 😉 Niemniej ze znajomym umówiliśmy się, że za rok wracamy już na 1/2 IM. Koniec końcu Marcinowi przyplątała się paskudna kontuzja i musiał zrezygnować z 1/2IM na rzecz 1/4IM, więc zostałem sam na placu boju, z widmem debiutu na 1/2IM na trasie, która sprawiła mi tyle problemów rok temu na krótkim dystansie.

Do Sierakowa wybraliśmy się już w piątek rano, żeby trochę pożyć tą atmosferą. W sobotę kibicowaliśmy znajomym. Trzeba przyznać, że warunki do rywalizacji mieli ciężkie. Od rana bardzo mocno wiało, więc na jeziorze była dość wysoka fala.

Rower w tych warunkach i w połączeniu z sierakowskimi podjazdami… cóż wolę nie myśleć jak cierpieli kolarze o moich umiejętnościach, bo ci dobrzy to wiadomo pojadą w każdych warunkach.

Chwile przed startemNa szczęście w niedzielę było już lepiej. Gdy wstawałem pogoda była prawie bezwietrzna i świeciło ładne słonko.  Owsianka, wizyta w strefie zmian, rozgrzewka i zanim się obejrzałem stałem na linii startu. Przyszło mi startować w grupie Pro/M35/M18. Oznaczało to jedno: będę miał sporo miejsca w wodzie 😉

Tymczasem okazało się, że pojawił się także wiatr i wraz z nim dość wysoka fala, choć chyba mniejsza niż dzień wcześniej. Gdy wypaliła armata szybko zameldowałem się w wodzie i rozpocząłem walkę. Początek był dość ciężki, ale po 5 minutach złapałem rytm. Niestety nawigacja tego dnia nie była moją mocną stroną, do pierwszej boi nawrotowej popłynąłem baaardzo dużym łukiem. Dodatkowo można było komfortowo oddychać tylko na jedną stronę, bo fala była boczna.

Po zmianie kierunku płynęło się świetnie, co prawda znów zrobiłem mały łuk, ale fala nie utrudniała pływania i tutaj miałem wrażenie że płynę naprawdę szybko, jak na swoje możliwości. Ostatni nawrót i zaczęły się problemy… Po pierwsze wracaliśmy pod słońce, a bojki były żółte. Kolor i słońce w połączeniu z wysoką boczną falą, sprawiły, że przez długi czas nie mogłem ich zobaczyć. Płynąłem więc na flagi, które były trochę bardziej na prawo… Niestety jak się okazało tu bardzo mocno odbiłem w prawą stronę i nadłożyłem bardzo dużo. Dość powiedzieć że napływanie odbywało się po skosie z boku, a ja przypływałem… z drugiej strony. Oj, będzie trzeba potrenować nawigację.

Co gorsza przy tym kierunku płynięcia fala spowodowała u mnie problemy z błędnikiem, na szczęście nie na tyle duże, żeby nie móc płynąć, ale trochę się gubiłem.

Czas pływania 45 minut… Zdecydowanie mogło być lepiej, ale myślę, że płynąłem dość szybko, a gorszy wynik to kwestia totalnie położonej nawigacji.

Dalej podbieg – trochę jeszcze szumi mi w głowie, ale błędnik powoli wraca do normy. Zmiana poszła raczej średnio – ponad 8 minut, ale na szczęście odzyskałem równowagę po pływaniu i ruszyłem na trasę rowerową. Tutaj małe zaskoczenie… ktoś w strefie powyrywał mi kabelki od licznika (pewnie wystawiając swój rower). No nic, na szczęście mam zegarek – muszę przełączyć tylko na prędkościomierz… Oh wait – zegarek w wodzie się zawilgocił i przestały działać guziczki… Super zostałem bez prędkościomierza, czujnika kadencji i z padniętym zegarkiem… Niestety zegarek powstał dopiero w domu, jakieś 5h po zawodach.

etap rowerowyWiatr na pętli rowerowej wiał z takiego kierunku, że sytuacja wyglądała następująco 12km jazdy ciężkiej z podjazdami i pod wiatr. Następnie 10km jazdy z wiatrem na bardziej płaskim odcinku (jak na Sieraków oczywiście). Niestety tak jak rok temu już na początku roweru zaczęły się problemy z brzuchem. Po pokonaniu kilku podjazdów złapała mnie kolka, z którą walczyłem przez całą trasę rowerową. Pierwsze kilometry dodatkowo mocno dały popalić nierozgrzanym jeszcze nogom, więc o „luzie” nie było mowy.

Start z pierwszej fali niestety nie działa dobrze na psychikę – praktycznie przez całą trasę wyprzedzali mnie lepsi zawodnicy z fal, które startowały po mnie, a elita mnie dublowała – Kacper Adam (średnia z roweru 41km/h) naprawdę wymiatał – wiem bo widziałem 😉

Niestety na rowerze pojawił się kolejny problem, z którym walczę już od jakichś 2 tygodniu – płyny po prostu przeze mnie przelatują. I tak, w drugiej części roweru, miałem 2 pitstopy w lesie, a nie piłem zbyt wiele, bo na rowerze wypiłem około 2l płynów.

Mimo przygód czas z roweru 2:54 – szału nie ma, ale jak na Sieraków jestem umiarkowanie zadowolony. Po cichu liczyłem na 2:50.

początek bieguPoczątek biegu był ciężki, mina na zdjęciu przedstawia wszystko – co prawda nogi niosły bardzo dobrze, ale skurcze brzucha i kolki nie dały mi biec – każdy krok był jak kopniak w brzuch. Zaraz po pierwszym punkcie żywieniowym zatrzymałem się w lesie na 1-2 minuty wyprostowałem i starałem się rozciągnąć. Udało się… Co prawda nadal kolka gdzieś lekko dawała o sobie znać, ale nie stanowiła problemu. Przykleiłem się do pana Epka z Kuźni Triathlonu (pozdrawiam jeśli kiedyś tu trafisz 😉 ) i kolejne 10km biegliśmy razem – znaczy ja starałem się go trzymać, bo biegł moim tempem, a mój zegarek nie działał. Tempo było fantastyczne jak na warunki biegu (kopny piach, bieg przez plażę i kilka podbiegów) – na każdym kółku odrabiałem 2-3 minuty w stosunku do założonych 2h biegu – nie wiem jakie dokładnie było tempo, bo czas widziałem tylko co 30 minut przebiegając koło zegara na mecie. Na drugim kółku zacząłem wierzyć, że wyścig jeszcze nie jest stracony i będzie 5:40.

ola_kibicujeDo walki zagrzewali mnie fanatyczni kibice… Żona biegała i wrzeszczała, dziecko z teściami szalało przy bandach (w momentach, gdy nie było na placu zabaw;-) ), Marcin z Dorotą rzucili w moim kierunku trochę motywacyjnego mięsa na podbiegach, Darek z Ulą kłamali „że jest dobrze” nie mówiąc już o zupełnie obcych kibicach, którzy tego dnia dawali radę. Do tego jeszcze jakaś grupa nieznanych mi ludzi – przypuszczam, że kibiców z naszej małej akcji pomocy kotom zagrzewała mnie do walki na każdej pętli 🙂 Naprawdę bez tej pomocy było by ciężko.

Niestety wróciły problemy z brzuchem… 3 kółko to była tragedia – znów były 2 postoje i straciłem sporo czasu. Pod koniec trzeciego kółka myślałem, że będę musiał się wycofać – skurcze brzucha były tak duże, że nie mogłem momentami nawet iść.

Na szczęście udało się jakoś pozbierać i doczłapać pozostałe 6-7km do mety. Nie forsowałem już tempa, ale udało się równo biec bez większych problemów do mety. Ostatnie kółko, pomijając płaczące z bólu czwórki, było nawet całkiem przyjemne.

finisz_z_olaNiedaleko mety czekała już Ola na obiecane lody – ostatnie 100m finiszowaliśmy razem z czasem 5:45. Po przekroczeniu mety było kilka miłych spotkań ze znajomymi, podjedliśmy, popiliśmy i pogadaliśmy…

Kolejny raz Sieraków nie zawiódł, to była piękna impreza. Trochę szkoda, że jestem taka „pupcia” na tej trasie i po raz kolejny przegrałem z sierakowskimi górkami. Co prawda plan minimum, który sobie stawiałem na początku sezonu, został zrealizowany, ale z przebiegu treningów liczyłem na trochę lepszy wynik. Cieszy, że poza pływaniem, a właściwie nawigacją, poprawiłem nawet trochę wynik z ćwiartki, ale był potencjał na lepszy start. Zdecydowanie muszę zabrać się za ćwiczenie mięśni brzucha i core stability, bo widać, że brak tych ćwiczeń potrafi zrujnować start. W tym roku Sieraków przerósł wiele osób, bo pakiety odebrało grubo ponad 800 osób, a zawody ukończyło zaledwie 668.

Zobaczymy co przyniesie Traithlon Sieraków 2016 – na razie przegrałem dwie potyczki, ale za rok skopię tym górkom tyłki 😉 Tymczasem wracam do treningów, bo widzę szansę na dobry wynik za dwa miesiące w Poznaniu. Lepsza nawigacja, mniej siusiania na trasie, brak skurczów i pojawia się szansa na 5:30.

Comments

  1. Author Image By Michał

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

      • Author Image By Michał

        Odpowiedz

  2. Author Image By tomeus

    Odpowiedz

    • Author Image By Marcin

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *